Nawet ospałość takiego lenia, jak
ja („takiego” oznacza w tym wypadku naprawdę ciężki kaliber, musicie mi
uwierzyć na słowo) ma swoje granice. Lektura Specjalna zasługiwała na mały
lifting i (prawdopodobnie, o ile grzech numer siedem nie zatriumfuje znowu, a
imię jego Śpiący Belzebub) doczeka się ich.
niedziela, 25 sierpnia 2013
czwartek, 22 sierpnia 2013
Płatki opadły, pozostał badyl

Michel Faber – Szkarłatny płatek i biały
Autor: Michel Faber
Tytuł: Szkarłatny płatek i biały
Tytuł oryginalny: The Crimson Petal and the White
Tłumaczenie: Maciej Świerkocki
Wydawnictwo: W. A. B.
Seria/Cykl wydawniczy: Don Kichot i Sancho Pansa
Data wydania: 2006 (przybliżona)
ISBN: 83-7414-154-9
Liczba stron: 838 (numerowanych)/844 (całości)
Gatunek/Kategoria: literatura współczesna, powieść obyczajowa, romans, satyra obyczajowa
Ocena: 6/10
Wydawcy zamieszczają bzdety na okładkach... (efektowna pauza).
No i?
Przytoczonego
truizmu nie wypadałoby w zasadzie ani przytaczać, ani roztrząsać – to
rzecz tak wiadoma, że jej rozkładanie na czynniki pierwsze urągałoby
inteligencji i mojej, i czytelników recenzji. A jednak wyświechtana
mądrość „książkomoli” pasuje mi do Szkarłatnego…, jak do niewielu
innych dziełek.
poniedziałek, 8 lipca 2013
„– Fajny film wczoraj widziałem… – Daj linka!” – pokolenie na sznurku
Felieton ukazał się również na Trzynastym Schronie, w ramach obchodów trzynastej rocznicy witryny
– Fajny film wczoraj widziałem…
– Daj linka!
– Eee, w kinie…
– To jak wrócisz do domu, znajdź na youtube i podrzuć mi linka, okej?
– …
– Daj linka!
– Eee, w kinie…
– To jak wrócisz do domu, znajdź na youtube i podrzuć mi linka, okej?
– …
Powyższy dialog jest fikcją literacką. Równocześnie zaś jest prawdą,
prawdziwą w 99,999%. Tak samo prawdziwą, jak inne fakty statystyczne, w
myśl których ileś procent ludzkości o godzinie dziesiątej rano je drugie
śniadanie w pracy, a o ósmej wieczorem ogląda w telewizji
wysokokaloryczny i trujący program z pasma największej oglądalności,
czyli tak zwaną serialową mordoklejkę lub inny łatwo strawny cukierek
dla duszy.
Mógłby być ilustracją nie tylko rozmowy dwóch uczniów lub studentów – po zajęciach, wracających tramwajem, w knajpie, na wakacjach czy podrywie w parku na Zdrowiu, znudzonych, zblazowanych i hołdujących „zgniłej popkulturze”, ku rozpaczy tych, którzy luźnych tramwajowych gadek już nie dopuszczają do zestawu zachowań intelektualisty (tych z ogonkiem u „ę”).
Pasuje do każdego z każdych i idealnie ilustruje zachowanie – chorobę? – pewnego pokolenia. Pokolenia połączonego nie zgodnością cyfr w dacie urodzenia, a obejmującego nas wszystkich – z wyjątkami tak nielicznymi jak żyjące skamieliny.
Pokolenia połączonego w ogóle, nie w szczególe, bo właśnie o owo łączenie, spojenie, sznurek chodzi. Pokolenia zalinkowanego.
Mógłby być ilustracją nie tylko rozmowy dwóch uczniów lub studentów – po zajęciach, wracających tramwajem, w knajpie, na wakacjach czy podrywie w parku na Zdrowiu, znudzonych, zblazowanych i hołdujących „zgniłej popkulturze”, ku rozpaczy tych, którzy luźnych tramwajowych gadek już nie dopuszczają do zestawu zachowań intelektualisty (tych z ogonkiem u „ę”).
Pasuje do każdego z każdych i idealnie ilustruje zachowanie – chorobę? – pewnego pokolenia. Pokolenia połączonego nie zgodnością cyfr w dacie urodzenia, a obejmującego nas wszystkich – z wyjątkami tak nielicznymi jak żyjące skamieliny.
Pokolenia połączonego w ogóle, nie w szczególe, bo właśnie o owo łączenie, spojenie, sznurek chodzi. Pokolenia zalinkowanego.
czwartek, 27 czerwca 2013
Kulka kurzu i perła. O urokach nadmiaru
Nie wszystkie stare książki pożółkły w pamięci –
niektóre żyją dłużej od „…Smutku” Saganki.
Oto śmieszny Don Kichot przyjeżdża z La Manczy
jakby wiedział, że spłowiał nam obraz „La Strady”.
I nie zawsze umiemy dobrze wytłumaczyć ,
dlaczego po współczesnych dziełach i balladach
jeszcze nieraz wracamy do książek Conrada –
do Jima, który życie ujmował inaczej.*
niektóre żyją dłużej od „…Smutku” Saganki.
Oto śmieszny Don Kichot przyjeżdża z La Manczy
jakby wiedział, że spłowiał nam obraz „La Strady”.
I nie zawsze umiemy dobrze wytłumaczyć ,
dlaczego po współczesnych dziełach i balladach
jeszcze nieraz wracamy do książek Conrada –
do Jima, który życie ujmował inaczej.*
Porządki w domowej biblioteczce nie kojarzą mi się z wakacjami. Zasadniczo pasują do nich głównie dwie pory: zimowa, przed świętami Bożego Narodzenia i wczesnowiosenna. Pierwsza, bo podniosłość daty nie licuje z bałaganem. I chociaż nie jestem zwolenniczką podejścia: „Wypiorę, wyprasuję, zapastuję, ugotuję, a w Wilię będę zdychać, bo padam z nóg, jednak uszka są, ach, uszka są!” – to sądzę, że milej się robi, kiedy śnieg za oknem (o ile jest), jak biały, nakrochmalony obrus Pana Boga – czystością współgra z otoczeniem domowym. Do tego zimą można skutecznie (przepraszam, że tak w profanum schodzę teraz)… wymrozić roztocza. A i miejsce na nowe książki, te spod choinki, zrobi się przy okazji, jeśli bezpardonowa walka z kurzem frontem dosięgnie biblioteczki.
sobota, 15 czerwca 2013
Króciutkie chwile przyjemności... na dłużej
Autorzy: (m.in:): Krzysztof Baranowski (wybór tekstów), Ela Graf, Paulina Klimentowska, Marta Komornicka, Aleksander Kusz (wybór tekstów), Maciej Musialik, Rafał W. Orkan, Alicja Pawłowska, Istvan Vizvary, Mateusz Zieliński
Redakcja: Anna Klejzerowicz, Anna Kańtoch, Agnieszka Chojnowska
Tytuł: Szortal Fiction
Redakcja: Anna Klejzerowicz, Anna Kańtoch, Agnieszka Chojnowska
Tytuł: Szortal Fiction
Tytuł oryginalny: -
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Solaris
Data wydania: 20 marca 2013
ISBN: I978-83-7590-136-8
Liczba stron: 377
Gatunek/Kategoria: fantastyka, humor
Ocena: 8/10
Opowiadanie, zwłaszcza to najkrótsze, szort,
króciak, miniatura – nie ma u nas lekko. Popularnością wśród wydawców
niespecjalnie się cieszy. Antologii opowiadań jako takich mało. Czytelnicy zaś
często uważają „opka” za ledwo wprawki w karierze pisarza, służki pokorne
Wielkiej Prozy. Tymczasem są to często dziełka niezwykle błyskotliwe, napisane
ze swadą, jajem, mocną puentą (typową zresztą dla tak
krótkich form), oraz – rzecz najważniejsza – mające swoich zagorzałych
miłośników, do których się zaliczam. Z entuzjazmem przyjęłam więc wiadomość o
wydaniu przez Solaris Szortal Fiction:
pierwszej antologii poświęconej właśnie takim „jednostrzałówkom”, złożonym z
nie więcej niż kilku tysięcy znaków – „krótkim i bardzo krótkim opowiadaniom
fantastycznym”, jak informuje nas strona tytułowa. Nawiasem mówiąc, w zbiorku
znalazły się również utwory pozbawione pierwiastka nadnaturalnego (lub tylko z niewielką domieszką fantastyki). Niezależnie
jednak od ich stylu, treści czy tematu, wszystkie można umieścić pod tym samym
szyldem: fajnej, odprężającej rozrywki, w której czuć absolutny spontan, humor
i autoironiczny dystans.
piątek, 14 czerwca 2013
Kryzys, Słoń i [możliwe] zmartwychwstanie
Gdybym była celebrytką, mogłabym
sobie zafundować blogerski comeback w stylu „Specynka znów na salonach Sieci”.
Ponieważ jednak salony zastępuje mi zabałaganiony pokój, zaciemniany przedziwną
konstrukcją z zasłon, firany, ręcznika, spinek do włosów i kufla od piwa,
pełnego przyborów do pisania (zasłony wiszą, firana wisi, kubek obciąża
zasłonę, by uszczelniała szparę w oknie, a spinki i ręcznik niwelują resztę prześwitów),
sieć jest dla mnie za duża i ma zbyt gęste oczka, a podejmując się pisania
tutaj, złożyłam obietnicę przede wszystkim sobie – zamiast comebacku będzie
zielony dymek optymizmu z czaszki. Dymek nadziei, który zmusza, żeby coś tu
skrobnąć po takim zastoju. Choćby tak skomplikowane jak na XXI wiek zdanie, jak
wyżej. Ha...
niedziela, 14 kwietnia 2013
Mała wielka literatura
Joseph Conrad – Tajfun i inne opowiadania*
Autor: Joseph Conrad
Tytuł: Tajfun i inne opowiadania
Tytuł oryginalny: Typhoon and other stories
Tłumaczenie: Halina Carroll Najder & Alina Zagórska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1973
ISBN: –
Liczba stron: 294
Gatunek/Kategoria: klasyka, nowela, marynistyka literacka
Ocena: 10/10
„Było to coś tak przerażającego i
gwałtownego, jak nagłe roztrzaskanie butli z gniewem”**
Tajfun był.
Taki malutki, domowy tajfun w filiżance kawy, w głowie, sercu, popędzanym kofeiną, żeby nie stracić czasu na drzemkę, w bebechach, po całości. Tajfun zaciszny i kameralny. Jeśli akurat o gniew chodzi – to chyba tylko na samą siebie, za przegapienie, za spóźnienie przy lekturze recenzowanej pozycji. Za głupią i nieuzasadnioną nieufność do niej kiedyś żywioną. Czasem tak jest, że kiedy się o czym mówi z zadęciem, z namaszczeniem – przekora w ten sposób rekomendowaną rzecz odrzuca. Wówczas, mimo czucia pisma nosem (Conrad, klasyka, uznanie, lata temu, rozgłos, znaczy – musi być dobre), brak często cierpliwości i przytomności umysłu na książki, które są właśnie tak dobre, że nie da się ich wciągnąć nosem, jak zdrową dawkę lekturowych prochów, a potem z czystym sumieniem iść spać. One wymagają swojego czasu, swojego tempa, pokory dla siebie i dojrzałości czytelnika. Nie da się ich odhaczyć, odfajkować.
Tajfun był.
Taki malutki, domowy tajfun w filiżance kawy, w głowie, sercu, popędzanym kofeiną, żeby nie stracić czasu na drzemkę, w bebechach, po całości. Tajfun zaciszny i kameralny. Jeśli akurat o gniew chodzi – to chyba tylko na samą siebie, za przegapienie, za spóźnienie przy lekturze recenzowanej pozycji. Za głupią i nieuzasadnioną nieufność do niej kiedyś żywioną. Czasem tak jest, że kiedy się o czym mówi z zadęciem, z namaszczeniem – przekora w ten sposób rekomendowaną rzecz odrzuca. Wówczas, mimo czucia pisma nosem (Conrad, klasyka, uznanie, lata temu, rozgłos, znaczy – musi być dobre), brak często cierpliwości i przytomności umysłu na książki, które są właśnie tak dobre, że nie da się ich wciągnąć nosem, jak zdrową dawkę lekturowych prochów, a potem z czystym sumieniem iść spać. One wymagają swojego czasu, swojego tempa, pokory dla siebie i dojrzałości czytelnika. Nie da się ich odhaczyć, odfajkować.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

