Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 kwietnia 2014

Recenzje w Qfancie




Tu będę zamieszczać linki do recenzji, które opublikowałam na portalu fantastyczno-kryminalnym Qfant (będącym równocześnie czasopismem internetowym – jeśli recenzja pojawiła się również w wersji „zwartej”, dodaję numer pisma). Ponieważ są to recenzje portalowe, logicznym jest, że przeczytacie je właśnie na portalu, a nie na blogu. Nie podaję linków do recenzji, które zamieściłam w obydwu miejscach (takowe zawierają informację o publikacji na innych serwisach). Zapraszam do lektury.


wtorek, 15 października 2013

Nie dla idiotów


Bernard Malamud – Idioci mają pierwszeństwo

Autor: Bernard Malamud
Tytuł: Idioci mają pierwszeństwo
Tytuł oryginalny: Idiots first
Tłumaczenie: Ewa Życieńska
Wydawnictwo: Atext
Seria/Cykl wydawniczy: Seria z Okiem
Data wydania: 1995 (przybliżona)
ISBN: 83-35156-51-8
Liczba stron: 172
Gatunek/Kategoria: krótka forma literacka, literatura współczesna, literatura obyczajowa, nowela
Ocena: 9/10



Czy idioci mają pierwszeństwo?

Być może faktycznie pierwsze przepuszczać trzeba książki niedobre, niech wejdą, przejdą i wyjdą, by zrobić miejsce tym lepszym. Na przykład zbiorkowi pod takim oto tytułem: Idioci mają pierwszeństwo Bernarda Malamuda.

Nie wiem, z jakimi książkami na półce bibliotecznej, podpisanej „obyczajowe”, przyszło sąsiadować zabiedzonemu ptaszysku na okładce, złymi czy dobrymi. Nie wiem też, czy chwytliwy tytuł nie jest przypadkiem kluczem do sukcesu poczytności wielu książek, które ujrzał świat, bo zwabiona tytułem (i sympatycznym przedstawicielem krukowatych na okładce także, oddaję tu sprawiedliwość ptaszysku), sięgnęłam po tę książeczkę ot tak, wybierając metodą chybił-trafił. Strach pomyśleć, pod jak złymi tytułami kryją się książki warte lektury…

Nie wiedziałam, że łowię perłę. Smakowity opis na obwolucie coś tam przebąkiwał, ale któraż srocz… Któryż kruk swego ogonka nie chwali?

Nie wiem, czy poznałam wystarczającą dużą liczbę książek niedobrych. Może i lepiej, jeśli mało. Ale od dłuższego czasu potrafię docenić te dzieła, w której iskrząca się zwrotami akcji fabuła nie jest głównym atutem. Nie jest nim też zadziwiająca splątana intryga. Więc co?

Życie, proszę państwa.

Brzmi banalnie, ba, podejrzanie nawet, w końcu telenowelowe przygody rodziny na „Ym” też przedstawiają życie. Hm... Przepuśćmy więc telenowele przodem, proszę tędy, do widzenia. Zapraszam, zapraszam, panie Bernardzie, proszę usiąść!

sobota, 28 września 2013

Amnezja błogosławiona



Iwona Michałowska – Arkadia

Autor: Iwona Michałowska
Tytuł: Arkadia
Tytuł oryginalny: -

Tłumaczenie: -
Data wydania: lipiec 2013 (przybliżona)
Wydawnictwo: Videograf SA
ISBN: 978-83-7835-205-1
Liczba stron: 256
Gatunek/Kategoria: apokalipsa, dystopia, fantastyka, powieść obyczajowa, postapokalipsa, powieść psychologiczna

Ocena: 7/10


Pierwsze skojarzenie – niedobre. Włączony sceptycyzm szepcze: Było! Michałowska sięgnęła w powieści po motyw mocno już obciążony – zarówno literacko jak i, nazwijmy to, „memetycznie”. Kraina wiecznego szczęścia bywała sielską wsią, rajem utraconym, utopią i pięknym złudzeniem. Weszła do niepisanego słownika skojarzeń codziennych, którym posługują się nawet ci, co na polskim grali w kropki. Autorka wstąpiła na kruchy lód, nawiązując do arkadyjskiego mitu w sposób bardzo dosłowny – bo przez samą nazwę. Lód ten ostatecznie nie załamał się, pojawiły się jednak pęknięcia.

czwartek, 19 września 2013

Recenzje Schronowe



Tu będę zamieszczać linki do recenzji, które opublikowałam na Trzynastym Schronie. Ponieważ są to recenzje portalowe, logicznym jest, że przeczytacie je właśnie na portalu, a nie na blogu. Nie podaję linków do recenzji, które zamieściłam w obydwu miejscach (takowe zawierają informację o publikacji na innych serwisach). Zapraszam do lektury.


Grafikę wykonał: Patryk 'nasa3000' Brodniewicz

niedziela, 15 września 2013

Książka pierwszej pomocy


  
Philip K. Dick – Ubik

Autor: Philip K. Dick
Tytuł:  Ubik
Tytuł oryginalny: Ubik
Tłumaczenie: Michał Ronikier
Wydawnictwo: AMBER
Seria/Cykl wydawniczy: Mistrzowie SF
Data wydania: 1990 (przybliżona)
ISBN: 83-85079-49-1
Liczba stron:223
Gatunek/Kategoria: fantastyka, science fiction, SF
Ocena: 9/10




Po co nam Ubik?

Jak głoszą reklamy: żeby naprawdę smacznie i zdrowo zjeść. Przyrządzić sos sałatkowy, który olśni domowników, uraczyć znajomych na grillu najlepszym piwem, podać do kiełbasek wyśmienite grzanki smakowe (Ubik™). Gdyby po tak pierwszorzędnym żarciu żołądek odmawiał posłuszeństwa, należy go potraktować Ubikiem na przewód pokarmowy. O ile kiełbaski były mocno czosnkowe, poleca się też użyć odświeżacza oddechu marki Ubik. Do podwieczorku przyda nam się aromatyczna kawa Ubik, a gdyby dawała zbyt mocnego kopa – nasenny Ubik uspokoi nasz układ nerwowy.

Ubik zaś – pomaga myśleć. I dlatego przeczytać go trzeba. Tak przynajmniej głosi obiegowa opinia wśród tych, co powieść czytali, a jej twórcę znają i cenią.

Po co jednak Ubik wszystkim, „niefantastycznym” czytelnikom? Czy potrzebujemy Ubika dzisiaj, kiedy dziesiątki, setki innych książek stokroć bardziej należy ocalić od zapomnienia – zwłaszcza tych bez metki kultowych, pominiętych niesłusznie czy to przez krytyków, czy samych odbiorców?


wtorek, 10 września 2013

O pewnej brzydkiej prozie


    

Elfriede Jelinek – Pianistka

Tytuł: Pianistka
Tytuł oryginalny: Die Klavierspielerin
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Wydawnictwo: W.A.B.
Data wydania: 2004 (przybliżona)
ISBN: 83-7414-100-X
Liczba stron: 350
Gatunek/Kategoria: literatura współczesna, powieść obyczajowa, powieść psychologiczna
Ocena: 9*/10
 


 Dla książek takich, jak Pianistka Elfriede Jelinek, można by stworzyć kategorię „literatura brzydka”. Literatura, która jest jak paskudny wyprysk, strup, wrzód na tyłku. Jak coś, co swędzi, spokoju nie daje i szpeci. Coś, co się smaruje, okłada i traktuje w kategoriach chwilowej uciążliwości do zwalczenia – poszczypie i przejdzie. Trzeba się jednak powstrzymać przed drapaniem i dłubaniem w strupie – inaczej zostanie blizna. 

Pianistka rwie strupy, jątrzy rany i odsłania wrzody: kontrowersyjne zwyczaje, zwyczajne kontrowersje, prawdy niewygodne, niedogodności prawdziwe. Podważa ścianki zeskorupiałego kokonu przyjemnego, wygodnego życia, w którym „takie rzeczy to tylko w Erze” – dramat cudzy nigdy nie zostanie własnym. Empatię lubimy okazywać, ale najczęściej na poziomie naskórkowym: przez szkło, przez ścianę. Daleko mi do krytykowania empatii (czy jej braku) każdego pojedynczego człowieka. Faktem jest, że jako człowiek zbiorowy, stadny – mamy dużo strupów i krost do maskowania.


czwartek, 22 sierpnia 2013

Płatki opadły, pozostał badyl



Michel Faber – Szkarłatny płatek i biały

Autor: Michel Faber
Tytuł: Szkarłatny płatek i biały
Tytuł oryginalny: The Crimson Petal and the White
Tłumaczenie: Maciej Świerkocki
Wydawnictwo: W. A. B.
Seria/Cykl wydawniczy: Don Kichot i Sancho Pansa
Data wydania: 2006 (przybliżona)
ISBN: 83-7414-154-9
Liczba stron: 838 (numerowanych)/844 (całości)
Gatunek/Kategoria: literatura współczesna, powieść obyczajowa, romans, satyra obyczajowa
Ocena: 6/10



Wydawcy zamieszczają bzdety na okładkach... (efektowna pauza).

No i?

Przytoczonego truizmu nie wypadałoby w zasadzie ani przytaczać, ani roztrząsać – to rzecz tak wiadoma, że jej rozkładanie na czynniki pierwsze urągałoby inteligencji i mojej, i czytelników recenzji. A jednak wyświechtana mądrość „książkomoli” pasuje mi do Szkarłatnego…, jak do niewielu innych dziełek.

sobota, 15 czerwca 2013

Króciutkie chwile przyjemności... na dłużej


SZORTAL FICTION

Autorzy: (m.in:): Krzysztof Baranowski (wybór tekstów), Ela Graf, Paulina Klimentowska, Marta Komornicka, Aleksander Kusz (wybór tekstów), Maciej Musialik, Rafał W. Orkan, Alicja Pawłowska, Istvan Vizvary, Mateusz Zieliński
Redakcja: Anna Klejzerowicz, Anna Kańtoch, Agnieszka Chojnowska
Tytuł: Szortal Fiction
Tytuł oryginalny: -
Tłumaczenie: - 
Wydawnictwo: Solaris 
Data wydania: 20 marca 2013 
ISBN: I978-83-7590-136-8
Liczba stron: 377
Gatunek/Kategoria: fantastyka, humor
Ocena: 8/10


Opowiadanie, zwłaszcza to najkrótsze, szort, króciak, miniatura – nie ma u nas lekko. Popularnością wśród wydawców niespecjalnie się cieszy. Antologii opowiadań jako takich mało. Czytelnicy zaś często uważają „opka” za ledwo wprawki w karierze pisarza, służki pokorne Wielkiej Prozy. Tymczasem są to często dziełka niezwykle błyskotliwe, napisane ze swadą, jajem, mocną puentą (typową zresztą dla tak krótkich form), oraz – rzecz najważniejsza – mające swoich zagorzałych miłośników, do których się zaliczam. Z entuzjazmem przyjęłam więc wiadomość o wydaniu przez Solaris Szortal Fiction: pierwszej antologii poświęconej właśnie takim „jednostrzałówkom”, złożonym z nie więcej niż kilku tysięcy znaków – „krótkim i bardzo krótkim opowiadaniom fantastycznym”, jak informuje nas strona tytułowa. Nawiasem mówiąc, w zbiorku znalazły się również utwory pozbawione pierwiastka nadnaturalnego (lub tylko z niewielką domieszką fantastyki). Niezależnie jednak od ich stylu, treści czy tematu, wszystkie można umieścić pod tym samym szyldem: fajnej, odprężającej rozrywki, w której czuć absolutny spontan, humor i autoironiczny dystans.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Mała wielka literatura


 
Joseph Conrad – Tajfun i inne opowiadania*

Autor: Joseph Conrad
Tytuł: Tajfun i inne opowiadania
Tytuł oryginalny: Typhoon and other stories
Tłumaczenie: Halina Carroll Najder & Alina Zagórska
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1973
ISBN: –
Liczba stron: 294
Gatunek/Kategoria: klasyka, nowela, marynistyka literacka
Ocena: 10/10


„Było to coś tak przerażającego i gwałtownego, jak nagłe roztrzaskanie butli z gniewem”** 

Tajfun był.

Taki malutki, domowy tajfun w filiżance kawy, w głowie, sercu, popędzanym kofeiną, żeby nie stracić czasu na drzemkę, w bebechach, po całości. Tajfun zaciszny i kameralny. Jeśli akurat o gniew chodzi – to chyba tylko na samą siebie, za przegapienie, za spóźnienie przy lekturze recenzowanej pozycji. Za głupią i nieuzasadnioną nieufność do niej kiedyś żywioną. Czasem tak jest, że kiedy się o czym mówi z zadęciem, z namaszczeniem – przekora w ten sposób rekomendowaną rzecz odrzuca. Wówczas, mimo czucia pisma nosem (Conrad, klasyka, uznanie, lata temu, rozgłos, znaczy – musi być dobre), brak często cierpliwości i przytomności umysłu na książki, które są właśnie tak dobre, że nie da się ich wciągnąć nosem, jak zdrową dawkę lekturowych prochów, a potem z czystym sumieniem iść spać. One wymagają swojego czasu, swojego tempa, pokory dla siebie i dojrzałości czytelnika. Nie da się ich odhaczyć, odfajkować.

niedziela, 17 marca 2013

Gorzko, gorzko... gorzko zbyt. O satyrze przedobrzonej


 
Grzegorz Mathea – IV Rzeczpospolita

Autor: Grzegorz Mathea 
Tytuł: IV Rzeczpospolita 
Tytuł oryginalny: -
Tłumaczenie: - 
Wydawnictwo: SuperNOWA/Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA 
Data wydania: 2005 (przybliżona) 
ISBN: 83-7054-172-0 
Liczba stron: 342
Gatunek/Kategoria: fantastyka, political fiction, sensacja
Ocena: 6-7/10*


Źle się dzieje w państwie polskim.

Skorumpowane elity (łże-elity? elyty?), nieudolni ministrowie, leniwi, głupi posłowie i senatorowie, cyniczni, żądni sensacji dziennikarze. Bezsilni obywatele, którzy nie mają już z kogo wybierać reprezentantów władzy. Przestarzałe struktury, lewe interesy, bieda zwykłego człowieka. Oto Rzeczpospolita Polska, kraj stagnacji, korupcji i bezprawia. Kraj, z którym już nic nie można zrobić. Nic?

piątek, 8 marca 2013

Śliczna książka



Alain Fournier – Mój przyjaciel Meaulnes*

Autor: Alain Fournier
Tytuł: Mój przyjaciel Meaulnes
Oryginalny tytuł: Le grand Meaulnes
Tłumaczenie: Anna Iwaszkiewiczowa
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1958 (przybliżona)
ISBN: 83-06-01574-6
Liczba stron: 214
Gatunek/Kategoria: klasyka, powieść obyczajowa, powieść psychologiczna
Ocena: 8/10



Są takie książki, które trafiają się cudem.
 
Nie, nie autorowi. Czytelnikowi. Sam Fournier nad …Meaulnesem pracował pilnie i metodycznie.

Ale po kolei.

Otóż, są takie książki, które, gdyby ich cioteczka nie zniosła ze strychu, biblioteka nie wypuściła z przepełnionych objęć – a gmaszysko ma zwykle ramiona szerokie, silne i czułe dla sporej ilości dzieł, jednak te starsze często lądują w lamusie – zamieniłyby się dziś w książki-żebraczki, smętnym szelestem kartek wołające o uwagę.


czwartek, 7 marca 2013

Przez ścianę z apokalipsą


 
Doris Lessing – Pamiętnik przetrwania

Autor: Doris Lessing 
Tytuł: Pamiętnik przetrwania 
Tytuł oryginalny: The Memoris of Survivor 
Tłumaczenie: Bogdan Baran 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie 
Data wydania: 2007 
ISBN: 978-83-08-04160-4 
Liczba stron: 298 
Gatunek/Kategoria: fantastyka, literatura współczesna, powieść psychologiczna, science fiction 
Ocena: 7/10


Coraz trudniej czytelnikiem fikcji postapo wstrząsnąć. Czytelnikowi wrażliwość się stępia, takie czasy – po którejś z rzędu Pile i stronach, na których można obejrzeć zdjęcia z wypadków drogowych, zbierane tam wyłącznie w tym celu (jak zwykle przesadzam, dramatyzuję, jestem dzidzia-piernik, wszyscy się jednak zgodzimy, że trudniej dziś o katharsis odbiorcy). Zarazem chce się spytać „Ileż można?!” – obrodziło nam dziełami o wizjach zagłady i jej niedobitkach, mniej lub bardziej luźno związanych z tą kategorią. W żabiej perspektywie grozi nam stworzenie niewiarygodnych herosów, w ptasiej – patos i przegięcie z dramatem, kolokwialnie rzecz ujmując. Najwłaściwsze jest czasem widzenie rzeczy, jakimi są. Taką perspektywę – codzienną, prezentującą apokalipsę stonowaną, apokalipsę „bliską”, zza ściany – proponuje nam Doris Lessing w Pamiętniku przetrwania. Jest to też apokalipsa niepełna, umowna, mamy bowiem do czynienia z katastrofą celowo niedookreśloną i utrzymaną w ryzach.

sobota, 2 marca 2013

Wyprawa po złoty środek


 
George R.R. Martin, Gardner Dozois, Daniel Abraham – Wyprawa łowcy

Autorzy: Daniel Abraham, Gardner Dozois, George R.R. Martin
Tytuł: Wyprawa łowcy
Tytuł oryginalny: Hunter’s Run
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: sierpień 2010
ISBN: 978-83-7506-458-2
Liczba stron: 360
Gatunek/Kategoria: fantastyka, przygodowa, sci-fi
Ocena: 7/10



Na Wyprawę łowcy przyszło czytelnikom czekać ponad trzydzieści lat. Tyle czasu upłynęło od zapisania pomysłu przez Dozoisa do wydania powieści, zrodzonej z prostej noweli o  Ramónie Espejo. Pomysł na grubszą opowieść podsunął Martin, który zetknął się z historią już rok po stworzeniu jej fundamentów, a cztery lata później dołączył do procesu twórczego. Ten przebiegał raz prężniej, raz wolniej, z przestojami, jednak przygody pyskatego Indiańca wciąż odżywały i nie dały o sobie zapomnieć – aż wywierciły swoją dziurę w brzuchu. W trzech brzuchach, bo już w następnym stuleciu duet Martin-Dozois przeistoczył się w tercet, z młodym pisarzem, Danielem Abrahamem jako świeżą krwią.

Jak widać, niezła awantura z tą powieścią była. A że awanturą jest sama historia, robi się jeszcze ciekawiej.

poniedziałek, 25 lutego 2013

Rozgrywka pełna emocji


 
Michał Cholewa – Gambit

Autor: Michał Cholewa
Tytuł: Gambit
Tytuł oryginalny: -
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Ender
Seria/Cykl wydawniczy: WarBook/Warbook

Data wydania: 18 kwietnia 2012
ISBN: 978-83-62730-06-3
Liczba stron: 320
Gatunek/Kategoria: fantastyka militarna, military SF, science fiction, SF
Ocena: 8/10



Zacznę od detalu, od akcentu graficznego: obwoluty Gambitu, wykonanej przez Mariusza Kozika. Pierwsze skojarzenie może być takie: kolejna sztampowa historyjka o futurystycznych wojakach. On postawny, szeroki w barach twardziel, ona dźwiga broń większą od siebie i niżej seksownej talii prezentuje wystające spod wojskowych spodni białe majteczki. Jednak okładka tej pozycji jest lepsza niż współczesne bohomazy, zdobiące pop-literaturę. Mimo ewidentnego komiksowego sznytu, ma w sobie umiar, smak i szczerość. Szara mgła spowija sylwetki i wprowadza surowy, ascetyczny rys, zwiastujący mocną literaturę na serio. Obok zgrabnej pupy kobiety i ewidentnej atrakcyjności mężczyzny oraz ich wielkich giwer – elementów pop-kanonu, gdzie wszystko jest pół żartem i pasuje do świata gierczanego, nie literackiego – mamy tu pewien zwiastun nieco innej prozy. Tej „z wkładką”, z refleksją – twarze obydwojga są pełne nieoczywistych emocji.

Było jedno i drugie: rozrywka i głębia, w ilościach na tyle dobranych, że lekturę uważam za przynajmniej bardzo dobrą. Jeśli dodać do tej jakości fakt, że Gambit to debiutancka powieść Michała Cholewy – suwak oceny przesuwa się automatycznie o jedną pozycję wzwyż. Bo oto widzimy pisarza dojrzałego już na starcie; po tak mocnym wejściu Cholewy na fantastyczną scenę, możemy od niego oczekiwać tylko lepszych książek.

piątek, 22 lutego 2013

Kufer ze skarbami


Arcydzieła. Najlepsze opowiadania science fiction stulecia

Autorzy (m.in.): B. W. Aldiss, P. Anderson, I. Asimov, T. Bisson, R. Bradbury, A. C. Clarke, G. A. Effinger, W. Gibson, L. Goldstein, L. Niven, M. Swanwick
Tytuł: Arcydzieła. Najlepsze opowiadania science fiction stulecia
Tytuł oryginalny: Masterpieces: The Best Science Fiction of the Century
Tłumaczenie: zbiorowe
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: styczeń 2006
ISBN: 978-83-7469-176-5
Liczba stron: 424
Gatunek/Kategoria: fantastyka, science fiction, SF
Ocena: 8/10



(…)nie zamierzałem przedstawiać w tej książce historii science fiction. To nie jest cegła do przestudiowania. To skarbiec. Kolekcja klejnotów.(…) 

Tak o najlepszych opowiadaniach science fiction stulecia mówi w przedmowie Orson Scott Card, redaktor i współwydawca Arcydzieł…), odpowiedzialny za wybór dwudziestu siedmiu utworów, które znalazły się w zbiorze. Trzeba przyznać, że tak szczera deklaracja jest jednocześnie bardzo śmiała; oto bowiem autor sagi o Enderze stwierdza tym samym: „Daję wam swój gust, swoje serce i emocje na tacy. Zobaczycie, co mnie kręci, co do mnie przemawia. Nie znajdziecie tu pozycji z list lektur obowiązkowych, lecz kawałek mnie. Teraz możecie sekować, flekować albo wejść w mój świat po uszy”. Cytując: (…) za to dostaję taką kasę – potrafię dokonywać trudnych wyborów. Rwąc włosy z głowy, dręcząc się po nocach – decyduję. 

Cóż z tej udręki nieprzespanych nocy znalazło się w książce? „Arcydzieło” to bardzo duże słowo. Są tacy, zwłaszcza spece od mainstreamu, którzy w ogóle nie nazwaliby arcydziełem książki fantastycznej. Wyraz ten ma w sobie coś na tyle arbitralnego, że całkiem spora rzesza osób rezerwuje go tylko dla rzeczy – w literaturze, w sztuce – które nie mogą bawić. Nie mogą się zwyczajnie podobać, konieczne jest słynne drugie dno. Jeśli chodzi o treść książki – to musi być ona poważna, najczęściej realistyczna. Jeśli forma – to kunsztowna. Arcydzieła stoją przeważnie na półce z klasyką.

środa, 13 lutego 2013

Koncentrat szaleństwa w łyżce wody



Thomas M. Disch – Obóz koncentracji

Autor: Thomas M. Disch
Tytuł: Obóz koncentracji
Tytuł oryginalny: Camp concentration
Tłumaczenie: Dariusz Kopociński
Wydawnictwo: Solaris
Seria/Cykl wydawniczy: Rubieże
Data wydania: 2008 (przybliżona)
ISBN: 978-83-89951-85-4
Liczba stron: 193

Gatunek/Kategoria: fantastyka, Nowa Fala SF, science fiction, SF
Ocena: 6/10


Obóz koncentracji Thomasa M. Discha to jeden z najważniejszych tytułów nowofalowej SF, siłą rzeczy zaliczany więc i do klasyki całego gatunku. W wersji wydanej przez Solaris (sera Rubieże, 2008 rok) liczy sobie 193 strony czystego tekstu. Zatem (teoretycznie) czytelnik nie musi „obawiać się” (w tym znaczeniu, w jakim można obawiać się godzin straconych na lekturze sążnistego, ale badziewia, ewentualnie książki przereklamowanej) cegły, którą powoli się kruszy, formatu i objętości, przez które się brnie. Nie wyda też za wiele na pozycję tej grubości, w dodatku w miękkiej oprawie ze skrzydełkami (cena z okładki: 23,90).

Tych, którzy już się krzywią na takie podejście do książek, uprzedzam: liczykrupa, dusigrosz, „stawiacz na półce” nagle ze mnie nie wyszedł. Powszechnej fiskalizacji sztuki nie popieram i popierać nie będę, nie zamierzam też przekształcać recenzji w dysputę o rynku książki. Ale, ale. Jeżeli zachwalające opinie o książce zestawimy ze znaczną kondensacją treści – do rozmiarów na przykład właśnie takiej niewielkiej książeczki – to duża szansa, że czegoś zabraknie. Albo się okaże, że lektura jest „niepełna”, fabuła przyspieszona, wydyszana, przydałoby się coś dopisać, albo też – że wszystko się zmieściło, tylko niekoniecznie w ramach wielkiej literatury.

Pierwsze podejście do dzieła Discha okazało się fantastyczną klapą, piękną katastrofą, a lektura męczyła. Jednocześnie odniosłam wrażenie, że jest u Discha zbiór sensów, pytań, gra z czytelnikiem nie do odpuszczenia sobie, mimo kiepskiego odbioru książki na początku. Teraz, kiedy jakiś czas temu skończyłam czytanie, z pewnym zdziwieniem muszę przyznać, że problemem Obozu koncentracji są te same rzeczy, które złożyły się na oryginalność i świeżość powieści, wszystko to, co w niej wybitne.

Wartka akcja, wymęczona głębia


 
Sean Williams – Zmęczenie materiału

Autor: Sean Williams
Tytuł: Zmęczenie materiału
Tytuł oryginalny: Metal Fatigue 
 
Tłumaczenie: Agnieszka Fulińska 
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 2003
ISBN: 83-7319-233-6
Liczba stron: 431
Gatunek/Kategoria: cyberpunk, czarny kryminał, fantastyka, kryminał, political fiction, science fiction, SF
Ocena: 7/10
 



Z zasady sceptycznie podchodzę do książek, których blurb krzyczy do mnie, potencjalnego czytelnika, że zawieść się nie mogę i że palce lizać, bierz w ciemno, rzecz skończenie doskonałą jest i basta.

To by oznaczało, że sceptycznie podchodzę do większości książek. Poza starymi wydaniami dzieł nienowych, oprawionymi w szary papier, kryjący peerelowskie, siermiężne „wzory tapet”, nie ma dziś prawie pozycji bez rekomendacji na okładkach – a te są często i recenzją, i spojlerem jednocześnie. Co drugi autor to, według blurbu, „mistrz” kryminału, horroru czy science fiction albo romansu paranormalnego. Czy właśnie „jeden z najciekawszych autorów”, jak Williams.

Nie bez kozery pozwalam sobie na taką dygresję – w momencie sięgnięcia po Zmęczenie materiału nie miałam pojęcia ani o jego autorze, ani o recepcji książki przez znajomych czy recenzentów, którym ufam. Przecena książki aż uwłaczająca twórcy – z ponad trzydziestu złotych zrobiło się cztery dziewięćdziesiąt, pozycja z gatunku tych, co to w ogóle przemilczane i gdzieś zalegają w magazynach wydawnictw, okładka dość upiorna i ten blurb, sugerujący znakomitość. Podejrzana miszkulancja, doprawdy. Czego się spodziewać? Utworu na tyle trudnego, że aż nie nadającego się na rynek książki, czy też słabizny do sześcianu? Z tego wszystkiego pojawiła się swędząca sugestia czytelnika-zuchwalca, jaki we mnie często przesiaduje: „Za taką cenę grzech nie spróbować!”.

Spróbowałam, nie żałuję. Czy polecam?

poniedziałek, 11 lutego 2013

Rozległe terytorium, nieczytelna mapa, kiepski kartograf. Houellebecq (być może) nie w formie


  
Michel Houellebecq – Mapa i terytorium

Autor: Michel Houellebecq
Tytuł: Mapa i terytorium
Tytuł oryginalny: La carte et le territoire
Tłumaczenie: Beata Geppert
Wydawnictwo: W.A.B.
Seria/Cykl wydawniczy: Don Kichot i Sancho Pansa
Data wydania: październik 2011
ISBN: 978-83-7747-508-9

Liczba stron: 384
Gatunek/Kategoria: literatura współczesna, powieść obyczajowa, powieść psychologiczna

Ocena: 6/10


Są rozczarowania książkowe, które bolą bardziej od innych i aż wierzyć się nie chce, że nimi w ogóle są. Pierwsze objawy zawodu fałszuje niekiedy nieufność czytelnika do samego siebie. Może nie zrozumiałem, może książka mnie przerosła, może pisarskiej erudycji musiała ze wstydem ustąpić niewiedza i brak oczytania odbiorcy. Może, może… morze książek tak szerokie i głębokie, że przecież szkoda czasu na literaturę, która zaskakuje na minus. Z czasem symptomy Choroby Niespodzianki krystalizują się właśnie do tego uczucia; uczucia, że autor czytelnika okpił, a sam się od ambitnego pisania wykpił – odgrzewając i odświeżając kotlety. 

Powieść Mapa i terytorium Michela Houellebecqa zawiodła mnie bardzo.

Tu muszę przyznać z całą uczciwością recenzencką i osobistą: w chwili pisania tego tekstu znam, prócz pozycji ocenianej, jedynie fenomenalne Cząstki elementarne i szum okołotematyczny, wytworzony wkoło samego Houellebecqa (poniekąd z udziałem tego ostatniego). Nagrodzona „Goncourtami” Mapa i terytorium to drugie dzieło pisarza, które miałam w rękach.

Bazując jednak na tej fragmentarycznej wiedzy, potrafię jako tako poskładać sobie w pamięci obraz samego autora i jego twórczości. Z owego iskrzącego się sensacjami i plotkami szumu wyłania się twórca niepokorny, obrazoburczy, z niepoprawną politycznie niefrasobliwością mówiący o ważnych sprawach. Mizantrop, kapryśnik odwołujący spotkania bądź zapominający o nich. Zręczny aktor i mistrz autokreacji, osoba nietuzinkowa, Pisarz-Głos. Trudno taką ważką w prozie współczesnej figurę przeoczyć, jeszcze trudniej zignorować, wręcz grzech, a w niektórych środowiskach wstyd nie poznać. Jednak i największym wychodzi spod pióra średnia literatura. Jak broni się słynny Francuz w swojej Mapie…?

sobota, 9 lutego 2013

Człowiek człowiekowi zombie


 
Isaac Marion – Ciepłe ciała

Autor: Isaac Marion
Tytuł: Ciepłe ciała 
Tytuł oryginalny: Warm Bodies
Tłumaczenie: Martyna Plisenko 
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: wrzesień 2011 
ISBN: 978-83-76741-34-5 
Liczba stron: 308 
Gatunek/kategoria: fantastyka, młodzieżowa, postapokalipsa, romans paranormalny, science fiction, sci-fi
Ocena: 6/10


Jak głosi powszechnie już znana sentencja, idealnie wpisująca się w miszmasz popkultury: Człowiek człowiekowi wilkiem, a zombie zombie zombie. Można ją interpretować wielorako, na przykład tak, że to nieumarli są sprawiedliwsi i bardziej ludzcy od nas. Albo jako stwierdzenie, że lepsza jest półśmierć, bo takiemu niezmarlakowi, krzyczącemu „Braaains!”, wystarczają do życia sycące mózgi, o pracę, szkołę, konto na fejsie martwić się nie musi. Niezależnie od interpretacji, jedno jest pewne: lubimy ich, oj, lubimy. Sympatia dla tych niezbyt świeżych i przyjemnych istot wydaje się nie mieć końca i wariantu, w którym jest niemożliwa i dziwaczna. Zombie może być nawet… bohaterem romansu, przynajmniej, jeśli tylko się całuje i ściska za rękę. Że jak? A tak, właśnie tak.

wtorek, 5 lutego 2013

Czasoumilacz w taryfie standardowej

  
Andrzej Pilipiuk – Operacja Dzień Wskrzeszenia

Autor: Andrzej Pilipiuk
Tytuł: Operacja Dzień Wskrzeszenia
Tytuł oryginalny: -
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: 2012 (przybliżona) – wydanie nowe (okładka); kwiecień 2006 – pierwsze wydanie; 2010 – wydanie recenzowane
ISBN: 978-83-7574-749-2
Liczba stron: 496
Gatunek/Kategoria: fantastyka, historia alternatywna, political fiction, science fiction, sci-fi

Ocena: 5/10
 

Podróże w czasie najświeższym motywem w fantastyce nie są. Ba, należą wręcz do tych bardziej anachronicznych, obecnych już w pionierskich dziełach gatunku, z Wehikułem czasu Wellsa na czele. 

Popularność motywu to pierwszy krok do tego, by jego użycie we współczesnej książce spartaczyć. Drugim jest niedająca się do końca wyrugować naiwność – przemieszczanie się w czasie można próbować uzasadnić na wiele sposobów, jednak próg nieprawdopodobieństwa, na tle innych wątków i fabuł fantastycznych, jest tu bardzo wysoki. 

Wydana kilka lat temu Operacja Dzień Wskrzeszenia Andrzeja Pilipiuka odświeża przewałkowany temat. Tym razem majstrowanie w historii ma przynieść odrodzenie postapokaliptycznej Polsce. Polsce, która wskutek ataku terrorystycznego odpaliła swoje nieliczne atomówki, mieszając się w Trzecią Wojnę Światową. Skutki były do przewidzenia: opłakane. Odwrócić je próbują naukowcy z Instytutu Fizyki Doświadczalnej w Warszawie, wysyłając w przeszłość młodych zdolnych: agentów wyszkolonych do czasopodróży. Ponieważ w historii zawsze ktoś jest winien, a jedna decyzja uruchamia domino innych – należy odkopać i winnego, i decyzje, a swoje prywatne cele poświęcić dla służby.

Taka fabuła, mimo ewidentnej prostoty, mogłaby zafrapować, podana w odpowiedniej formie. Niestety, kilka poważnych braków sprawia, że książka nie porywa, choć czyta się ją dość szybko i bez większych mąk.