środa, 27 marca 2013
niedziela, 17 marca 2013
Gorzko, gorzko... gorzko zbyt. O satyrze przedobrzonej

Grzegorz Mathea – IV Rzeczpospolita
Autor: Grzegorz Mathea
Tytuł: IV Rzeczpospolita
Tytuł oryginalny: -
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: SuperNOWA/Niezależna Oficyna Wydawnicza NOWA
Data wydania: 2005 (przybliżona)
ISBN: 83-7054-172-0
Liczba stron: 342
Gatunek/Kategoria: fantastyka, political fiction, sensacja
Ocena: 6-7/10*
Źle się dzieje w państwie
polskim.
Skorumpowane elity (łże-elity? elyty?), nieudolni ministrowie, leniwi, głupi posłowie i senatorowie, cyniczni, żądni sensacji dziennikarze. Bezsilni obywatele, którzy nie mają już z kogo wybierać reprezentantów władzy. Przestarzałe struktury, lewe interesy, bieda zwykłego człowieka. Oto Rzeczpospolita Polska, kraj stagnacji, korupcji i bezprawia. Kraj, z którym już nic nie można zrobić. Nic?
Skorumpowane elity (łże-elity? elyty?), nieudolni ministrowie, leniwi, głupi posłowie i senatorowie, cyniczni, żądni sensacji dziennikarze. Bezsilni obywatele, którzy nie mają już z kogo wybierać reprezentantów władzy. Przestarzałe struktury, lewe interesy, bieda zwykłego człowieka. Oto Rzeczpospolita Polska, kraj stagnacji, korupcji i bezprawia. Kraj, z którym już nic nie można zrobić. Nic?
poniedziałek, 11 marca 2013
Nawigacja, cz. II: Skala ocen
Na początek rzecz najważniejsza: żadne cyferki, gwiazdki, kółeczka, kropki, kropeczki, haczyki i dziurki nie zastąpią merytorycznej, słownej opinii.
W skrótowości przekazu powracamy jednak do epoki telegrafu i doskonale zdaję sobie z tego sprawę.
Stąd też punktowy system ocen, pomocnicze narzędzie opiniowania dla mnie i – przede wszystkim – taki pierwszy, wstępny drogowskaz dla Was, Czytelników.
System dziesiątkowy zapożyczyłam z LubimyCzytać. Pomyślałam: skoro już posiadam tam konto, będę oceniać książki jednolicie; ta sama ilość gwiazdek na LC będzie odpowiadała punktom na blogu. Dziesiątka jest skalą o tyle miarodajną i wygodną, że pozwala na naprawdę spore zróżnicowanie oceny, a przy tym posiada wartość idealnie środkową, połówkową, odpowiednią dla sprawnie napisanego, przeciętnego czytadła: piątkę. Byłam entuzjastką wprowadzenia tej skali na LC i również u siebie zamierzam ją stosować.
Jednak pod trochę innymi nazwami, hasłami dla cyferek. Moje własne kryteria.
Stąd też punktowy system ocen, pomocnicze narzędzie opiniowania dla mnie i – przede wszystkim – taki pierwszy, wstępny drogowskaz dla Was, Czytelników.
System dziesiątkowy zapożyczyłam z LubimyCzytać. Pomyślałam: skoro już posiadam tam konto, będę oceniać książki jednolicie; ta sama ilość gwiazdek na LC będzie odpowiadała punktom na blogu. Dziesiątka jest skalą o tyle miarodajną i wygodną, że pozwala na naprawdę spore zróżnicowanie oceny, a przy tym posiada wartość idealnie środkową, połówkową, odpowiednią dla sprawnie napisanego, przeciętnego czytadła: piątkę. Byłam entuzjastką wprowadzenia tej skali na LC i również u siebie zamierzam ją stosować.
Jednak pod trochę innymi nazwami, hasłami dla cyferek. Moje własne kryteria.
Wieczorny Chichot #1: Kolejkowy paraliż
[Po przeczytaniu skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż
każdy tekst niewłaściwie zinterpretowany zagraża Twojemu życiu lub
zdrowiu.]
Technologia jest przekleństwem czytelnika
I nie, nie mam zamiaru tu psioczyć na czytniki czy wdawać się w ogniste, histeryczne nierzadko dysputy o ebookach.
Chociaż, owszem, ebooki potrafią jeszcze opisywaną niżej chorobę zaognić. Czytniki mogą pomieścić całe stosy tytułów. A przecież mnóstwo osób korzysta z nich nie tyle w ramach zastępnika, co dodatku do książki papierowej. Z kolei książki papierowe można kupić, pożyczyć od sąsiadki, siostry, babci, kumpla (niepotrzebne skreślić), otrzymać jako egzemplarz recenzencki, wypożyczyć z biblioteki, wygrać w konkursie (kolejność dowolna). Sposobów na pozyskanie ebooków też jest zresztą całkiem sporo, zwłaszcza jeśli doliczyć metody dość nikczemne.
Tu jeszcze technologia nie wkracza w pełnym uniformie, bo gros w/w zjawisk jest możliwych na całkowitym bezneciu, samych książek z biblioteki wystarczy na porządny stos.
I nie, nie mam zamiaru tu psioczyć na czytniki czy wdawać się w ogniste, histeryczne nierzadko dysputy o ebookach.
Chociaż, owszem, ebooki potrafią jeszcze opisywaną niżej chorobę zaognić. Czytniki mogą pomieścić całe stosy tytułów. A przecież mnóstwo osób korzysta z nich nie tyle w ramach zastępnika, co dodatku do książki papierowej. Z kolei książki papierowe można kupić, pożyczyć od sąsiadki, siostry, babci, kumpla (niepotrzebne skreślić), otrzymać jako egzemplarz recenzencki, wypożyczyć z biblioteki, wygrać w konkursie (kolejność dowolna). Sposobów na pozyskanie ebooków też jest zresztą całkiem sporo, zwłaszcza jeśli doliczyć metody dość nikczemne.
Tu jeszcze technologia nie wkracza w pełnym uniformie, bo gros w/w zjawisk jest możliwych na całkowitym bezneciu, samych książek z biblioteki wystarczy na porządny stos.
Prawdziwy kolejkowy paraliż zaczyna działać w momencie wejścia w świat czytelników-internautów. W książkową blogosferę, na portale czytelnicze i kulturalne, do działów książkowych witryn informacyjnych. Wtedy choroba wchodzi w ostre stadium.
Jakież jej imię?
Paraliż kolejkowy
Jakież jej imię?
Paraliż kolejkowy
Swędzenie czytelnicze
Choroba nadmiaru książkowego
Choroba nadmiaru książkowego

I tylko jedno życie.
Ciekawym objawem zachorowania jest nagłość wystąpienia paraliżu u osób, które do tej pory były po prostu czytelnikami. Dopiero za słowem czytelnik szły następne: recenzent, bloger, użytkownik. Nawet książkoholik jest tworem zdecydowanie bardziej pisanym niż mówionym, takim, któremu lepiej wisieć w sieci niż pojawiać się w swobodnych dyskusjach na żywo, gdzie jednak dominują poczciwe, stare określenia w stylu mól czy pożeracz książek.
piątek, 8 marca 2013
Śliczna książka
Autor: Alain Fournier
Tytuł: Mój przyjaciel Meaulnes
Oryginalny tytuł: Le grand Meaulnes
Tłumaczenie: Anna Iwaszkiewiczowa
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1958 (przybliżona)
ISBN: 83-06-01574-6
Liczba stron: 214
Gatunek/Kategoria: klasyka, powieść obyczajowa, powieść psychologiczna
Ocena: 8/10
Tytuł: Mój przyjaciel Meaulnes
Oryginalny tytuł: Le grand Meaulnes
Tłumaczenie: Anna Iwaszkiewiczowa
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1958 (przybliżona)
ISBN: 83-06-01574-6
Liczba stron: 214
Gatunek/Kategoria: klasyka, powieść obyczajowa, powieść psychologiczna
Ocena: 8/10
Są takie książki, które trafiają się cudem.
Nie, nie autorowi. Czytelnikowi. Sam Fournier nad …Meaulnesem pracował pilnie i metodycznie.
Ale po kolei.
Otóż, są takie książki, które, gdyby ich cioteczka nie zniosła ze strychu, biblioteka nie wypuściła z przepełnionych objęć – a gmaszysko ma zwykle ramiona szerokie, silne i czułe dla sporej ilości dzieł, jednak te starsze często lądują w lamusie – zamieniłyby się dziś w książki-żebraczki, smętnym szelestem kartek wołające o uwagę.
Ale po kolei.
Otóż, są takie książki, które, gdyby ich cioteczka nie zniosła ze strychu, biblioteka nie wypuściła z przepełnionych objęć – a gmaszysko ma zwykle ramiona szerokie, silne i czułe dla sporej ilości dzieł, jednak te starsze często lądują w lamusie – zamieniłyby się dziś w książki-żebraczki, smętnym szelestem kartek wołające o uwagę.
czwartek, 7 marca 2013
Przez ścianę z apokalipsą
Autor: Doris Lessing
Tytuł: Pamiętnik przetrwania
Tytuł oryginalny: The Memoris of Survivor
Tłumaczenie: Bogdan Baran
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2007
ISBN: 978-83-08-04160-4
Liczba stron: 298
Gatunek/Kategoria: fantastyka, literatura współczesna, powieść psychologiczna, science fiction
Ocena: 7/10
Tytuł: Pamiętnik przetrwania
Tytuł oryginalny: The Memoris of Survivor
Tłumaczenie: Bogdan Baran
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 2007
ISBN: 978-83-08-04160-4
Liczba stron: 298
Gatunek/Kategoria: fantastyka, literatura współczesna, powieść psychologiczna, science fiction
Ocena: 7/10
Coraz trudniej czytelnikiem fikcji postapo wstrząsnąć. Czytelnikowi wrażliwość się stępia, takie czasy – po którejś z rzędu Pile i stronach, na których można obejrzeć zdjęcia z wypadków drogowych, zbierane tam wyłącznie w tym celu (jak zwykle przesadzam, dramatyzuję, jestem dzidzia-piernik, wszyscy się jednak zgodzimy, że trudniej dziś o katharsis odbiorcy). Zarazem chce się spytać „Ileż można?!” – obrodziło nam dziełami o wizjach zagłady i jej niedobitkach, mniej lub bardziej luźno związanych z tą kategorią. W żabiej perspektywie grozi nam stworzenie niewiarygodnych herosów, w ptasiej – patos i przegięcie z dramatem, kolokwialnie rzecz ujmując. Najwłaściwsze jest czasem widzenie rzeczy, jakimi są. Taką perspektywę – codzienną, prezentującą apokalipsę stonowaną, apokalipsę „bliską”, zza ściany – proponuje nam Doris Lessing w Pamiętniku przetrwania. Jest to też apokalipsa niepełna, umowna, mamy bowiem do czynienia z katastrofą celowo niedookreśloną i utrzymaną w ryzach.
sobota, 2 marca 2013
Wyprawa po złoty środek

George R.R. Martin, Gardner Dozois, Daniel Abraham – Wyprawa łowcy
Autorzy: Daniel Abraham, Gardner Dozois, George R.R. Martin
Tytuł: Wyprawa łowcy
Tytuł oryginalny: Hunter’s Run
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: sierpień 2010
ISBN: 978-83-7506-458-2
Liczba stron: 360
Gatunek/Kategoria: fantastyka, przygodowa, sci-fi
Ocena: 7/10
Na Wyprawę łowcy przyszło czytelnikom czekać ponad trzydzieści lat.
Tyle czasu upłynęło od zapisania pomysłu przez Dozoisa do wydania powieści,
zrodzonej z prostej noweli o Ramónie Espejo.
Pomysł na grubszą opowieść podsunął Martin, który zetknął się z historią już
rok po stworzeniu jej fundamentów, a cztery lata
później dołączył do procesu twórczego. Ten przebiegał raz prężniej, raz
wolniej, z przestojami, jednak przygody pyskatego Indiańca wciąż odżywały i nie
dały o sobie zapomnieć – aż wywierciły swoją dziurę w brzuchu. W trzech
brzuchach, bo już w następnym stuleciu duet Martin-Dozois przeistoczył się w
tercet, z młodym pisarzem, Danielem Abrahamem jako świeżą krwią.
Jak widać, niezła awantura z tą powieścią była. A że awanturą jest sama historia, robi się jeszcze ciekawiej.
Jak widać, niezła awantura z tą powieścią była. A że awanturą jest sama historia, robi się jeszcze ciekawiej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)